Bunschoten-Spakenburg położone jest zaledwie 12 km od Amersfoort, w którym aktualnie mieszkamy. Jest to niezwykle malownicza miejscowość, zasługująca na uwagę turystów. Tak też się składa, że jest polską oazą. Ze względu na dużą ilość miejsc pracy na produkcji, Polaków spotykamy tu na każdym kroku. A nawet pokuszę się o stwierdzenie, że częściej słychać język polski niż holenderski [chyba, że ja mam tak czułe ucho]. Ale nie o tym będę pisać… Bo Bunschoten ma ciekawszą historię i zagadnienia niż zamieszkujący je Polacy.

Jeszcze 100 lat temu Bunschoten-Spakenburg było miejscowością nadmorską! Niedowiarków zachęcam do zapoznania się z historią Holandii i ciekawymi przedsięwzięciami powstałymi w celu ochrony tego kraju przed zalaniem… Stąd też w Spakenburg znajduje się klimatyczny port, a nawet stara stocznia. Wioseczka może pochwalić się swoją flotą nazwaną „De bruine vloot”. Składają się na nią stare drewniane żaglowce niczym z Piratów z Karaibów” [no…, to hiperbola] :). Ja w ogóle bardzo lubię spacerować przy portach. Nie ważne gdzie. Nie ważne, jakie statki czy jachty są przy nim zacumowane. Czy to Odra we Wrocławiu, Darłowo, zatoka w Bunschoten czy przepiękny port Rodos – dla mnie porty mają nieodparty urok, który po prostu kocham, który mnie uspokaja. A może to przez kołysanie się statków, które jednak są w tym miejscu bezpieczne??? Nie wiem, ale lubię 😉 Tak… Przygotowując te zdjęcia do Bunschoten wybraliśmy się dwa razy tylko i wyłącznie w celach turystycznych (na co dzień tam pracuję). Za pierwszym razem postanowiliśmy pokazać to miejsce Rodzinie i przy okazji wynajęliśmy łódkę (zainteresowanych skieruję pod ten adres). Wypłynęliśmy na Eemmeer mimo niesprzyjającej pogody, tzn. dość pokaźnych fal jak na naszą łódeczkę. Przygoda pierwsza klasa. Przynajmniej dla mnie, mojego Męża i Siostry. Mniej chyba zachwycony był mój Tato, który większość podróży przesiedział pod nie za wysokim zadaszeniem z Nick’im i chihuahua Edkiem na rękach 😉 Droga powrotna była już dużo przyjemniejsza. Fale się uspokoiły, więc można było nawet pokusić się o zmianę Sternika.

Na drugiej wizycie w Bunschoten byliśmy już naszą Trójeczką. Tym razem wybraliśmy to, co Holandia ma najlepszego do zaoferowania – pływanie kanałami i rower. O 10:00 rano wypłynęliśmy Fietsboot Eemlijn z portu w Amersfoort. Na pokład zabierasz ze sobą- jak sama nazwa wskazuje – rower. W soboty popłyniemy do Bunschoten-Spakenburg. Zaś w niedziele do Huizen. Fietsboot płynie przez rzekę Eem aż do samego Bunschoten około trzech godzin. Po drodze zatrzymujemy się w trzech portach: Soest, Baarn i Eemdijk. Niekoniecznie trzeba płynąć aż do końca trasy. Fietsboot jest swojego rodzaju busem wodnym. Płyniemy w jedną stronę po to, by móc wrócić którąś z licznych ścieżek rowerowych. Cała trasa jest bardzo interesująca. Po drodze możemy podziwiać holenderską faunę i florę. Zawsze będzie pozytywnie zaskakiwać mnie życie wodne Holendrów. Cała Holandia położona jest na wodzie, więc wszelkie kanały, rzeczki i inne zbiorniki wodne, Holendrzy traktują praktycznie tak samo jak ląd. W każdym porcie jest świetnie prosperujący klub sportowy. Można na przykład grać w kosza siedząc w kajaku! Oprócz tego z pokładu statku pięknie widać ukształtowanie terenu Holandii. Na próżno szukać tu wzgórz i pagórków. Za to możemy podziwiać piękne zielone łąki. Po przypłynięciu do Bunschoten nie mogliśmy sobie odmówić (a raczej Nicki nie dał nam pominąć tego punktu) wejścia do Visspecialist „De Oude Haven” na tradycyjne kibbeling. Jest to ryba w panierce, smażona [oczywiście] na głębokim oleju. Nasz Nicolas wprost zajada się tym holenderskim przysmakiem, a w tej dobrze nam znanej restauracyjce podają naprawdę dobre warm kibbeling. Na pierwszej wycieczce w Bunschoten byliśmy w niedzielę, więc miasteczko było opustoszałe – jak przystało zresztą na klasyczną religijną mieścinę. Spacerując portem i ukradkiem zaglądając na wystrój okien można znaleźć leżące na parapetach stare holenderskie Biblie w drewnianej oprawie z klamrami (jedna klamra oznacza, że Biblia ta należy do pani domu, natomiast zatrzask na dwie klamry zamyka Biblię męską). Często też spotykamy osoby – głównie starsze kobiety – robiące zakupy w markecie, ubrane w ludowy strój mieszkanki Bunschoten. Czasami masz wrażenie, że nic nie zmieniło się w tym miasteczku od pokoleń, a jednak Bunschoten przeszło prawdziwą rewolucję jak by nie było geograficzną. Wcześniej leżące w zatoce Morza Północnego, dziś jest na nie praktycznie zamknięte i osłonięte przez sztucznie utworzony ląd Flevoland, na którym leży na przykład sławne wśród Polaków w Holandii Almere czy Zeewolde. A jakie ciekawe historie kryje miejscowość, w której Ty mieszkasz?

sweetmommylifebunschoten2996164249Nasza łódeczka od Jachthaven Nieuwboer i duża woda na Eemmeer.

sweetmommylifebunschoten2929142650

sweetmommylifebunschoten300811

sweetmommylifebunschoten307463

sweetmommylifebunschoten303566Nowy port w Bunschoten – Spakenburg (w mieście).

sweetmommylifebunschoten92029145Visspecialist „De Oude Haven”. Niezbędnik do ryby – białe wino dla dorosłych i mleko czekoladowe dla wnuków oraz pani, która przyszła po kibbeling „take away” w tradycyjnym stroju.

sweetmommylifebunschoten9180598

sweetmommylifebunschoten910153

sweetmommylifebunschoten916572Wpływamy do portu Bunschoten – Spakenburg./Przycumowana Fietsboot.

sweetmommylifebunschoten900510Port w Amersfoort.

sweetmommylifebunschoten901135

sweetmommylifebunschoten90348

sweetmommylifebunschoten901926Porciki w Amersfoort i tył szpitala Meander, w którym urodził się nasz Nicolas.

sweetmommylifebunschoten90748034

sweetmommylifebunschoten913940

sweetmommylifebunschoten9042141sweetmommylifebunschoten9047109sweetmommylifebunschoten9063458sweetmommylifebunschoten9217263847sweetmommylifebunschoten30519231sweter-H&M/spodenki-Bershka/adidasy-Adidas SuperStar//NICOLAS:czapka,kurteczka,bluzka-H&M/spodnie podwijane-Coccodrillo(prezent od Dziadka)/buciki-Primark

ZOBACZ WIĘCEJ:

SWEETMOMMYLIFEPARISFORFAMILYbest

sweetmommylifezoowrwscrip

sweetmommylifedayinamsterdampost