Hasło “sprzątanie metodą KonMari” po raz pierwszy napotkałam, kiedy szukałam w Empik ciekawych poradników i wpadła mi w ręce książka “Magia sprzątania”. Autorka Marie Kondo doradza, jak skutecznie uporządkować przestrzeń wokół siebie i opowiada o swojej filozofii. Odłożyłam tę lekturę na półkę. Jakiś czas później przeczytałam o wizycie Marie w Polsce. Informację przyjęłam i wyrzuciłam z głowy. Po cóż Marie Kondo skoro jest Małgosia Rozenek? 😉  Dopiero kiedy znajoma Blogerka Nieperfekcyjna Pani Domu napisała o swoich doświadczeniach z KonMari – zainspirowała mnie! Przyznaję się bez bicia – książki nie przeczytałam, ale wystarczyło pytanie “czy to mi sprawia radość?”. To był przełom w moim sposobie myślenia. Mówię sposobie myślenia, bo nie od razu stosowałam tę zasadę przy porządkach, lecz przy zakupach. Ze względu na ograniczone miejsce w mojej szafie dość często przeglądam jej zawartość w poszukiwaniu upragnionej przejrzystości i estetyki. Kiedy Nieperfekcyjna zamieściła post o metodzie KonMari akurat byłam świeżo po porządkach, więc nie czułam potrzeby ponownego zajmowania się tą sprawą. Jednak pytanie “czy to mi sprawia radość?” niczym wierny towarzysz było ze mną na każdym shoppingu. Genialne rozwiązanie! Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ta prosta zasada pomoże mi uniknąć bezsensownego wydawania pieniędzy! Ile razy zdarzyło Wam się znaleźć rzecz, w której się zakochałyście od pierwszego wejrzenia (w dodatku akurat jest na wyprzedaży, mega atrakcyjna cena), a po przymiarce okazuje się, że ma jeden szczegół, który zaburza doskonałą całość? Mnie się zdarza to dość często. I nie zawsze powstrzymywałam się przed kupnem, tłumacząc sobie, że ‘coś z tym zrobię’. Nie robiłam. Przy najbliższych porządkach (wierna innej zasadzie, by wyrzucać ubrania casual, w których nie chodziłam przez ostatni rok), pozbywałam się tej rzeczy z ciężkim sercem i wyrzutami sumienia za wydane pieniądze, nawet jeśli nie były one wielkie. Teraz moje zakupy są znacznie rozsądniejsze! Coś nie leży tak, jak się spodziewałam – dziękuję. Proste! Przecież, jeżeli mam jakieś “ale”, nie sprawia mi to radości. Nie sprawia mi radości, nie chodzę w tym. Nie chodzę w tym, więc nie jest mi potrzebne. I tak uczyłam się profilaktycznie, aby wreszcie zastosować zasadę KonMari tam, gdzie jej pierwotne przeznaczenie. Nadszedł czas próby… I porządków w mojej szafie. Zawsze kiedy się za to zabieram pierwsze, co robię, to włączam film “Seks w wielkim mieście” – wiem, banalny, taki na ‘odmóżdżenie’, ale to jest mój rytuał. I zdaję sobie sprawę, jaki to w zaistniałej sytuacji paradoks. Carrie Bradshaw o metodzie KonMari nie słyszała. Nawet, gdyby usłyszała, podejrzewam, że wniosek byłby jeden – cała garderoba sprawia jej radość 😉 Ja byłam bardziej surowa. Podobnie jak Linda miałam w swojej szafie ubrania, które od razu wiedziałam, że nie sprawiają mi radości. Inne musiałam przymierzyć. I ponownie w mojej szafie zawitał ład i porządek. Już dziś wiem, że o wiele łatwiej będzie mi się pakować na wyjazd. A to (i druga część “SwWM”) nastąpi bardzo szybko 🙂 Spróbujcie i Wy! Pamiętajcie o pytaniu: “CZY TO MI SPRAWIA RADOŚĆ?”

sweetmommylife9120sweetmommylife90222

sweetmommylife90562Sami przyznajcie, że beże to nie moje kolory…