Odkrywamy Amsterdam

Jako że nasza ostatnia „podróżnicza historia” ukazała się w lipcu i nie wymagała ode mnie zbyt wielkiego zaangażowania (miejscówka „pod nosem”, nie tam jakiś kraniec świata),  powrót rozpocznę także krótkim opisem.  Przez naszą półroczną nieobecność na blogu udało nam się zwiedzić sporo ciekawych miejsc, ale też takich miejsc, które już dawno skradły nasze serca i z zamiłowaniem do niech wracamy. Uff… Naprawdę jest tego trochę. Muszę sobie to wszystko ładnie uporządkować i kolejno realizować posty. Jak wspomniałam rozpocznę krótkim opisem tak naprawdę naszego pierwszego dnia nowego roku. Praktycznie każdy wolny dzień chcemy spędzić  razem.  A jak już rodzinnie mamy do dyspozycji cały dzień to oczywiście wyprawa. Założenie było na Brugię w Belgii, która wcale nie znajduje się tak daleko od nas. Jednak pogoda miała swój kaprys, więc finalnie udaliśmy się do Amsterdamu. Jest to zawsze niezawodna miejscówka. Chociaż po to, by posiedzieć w przytulnej kawiarence i poszukać inspirujących ludzi. Tym razem oprócz tradycyjnego spaceru przy kanałach, postanowiliśmy „odkryć Amsterdam”. Zazwyczaj do stolicy Holandii jedziemy w jakimś celu, jak choćby pokazanie go znajomym, więc tak naprawdę za każdym razem powielamy tę samą trasę. Jednak kiedy już wybieramy się sami do Amsterdamu, tak o – bez powodu, staramy się zobaczyć coś innego. Nowego. Tym razem daliśmy ponieść się w zupełnie innym dla nas kierunku. Tradycyjną „trasę” zaliczyliśmy… tramwajem. Obydwoje posiadamy ov-chipkaart, która umożliwia nam podróżowanie po całej Holandii dowolnymi środkami transportu publicznego za mniejszą opłatą niż każdorazowy zakup biletu. Taką kartę wykupuje się w automatach praktycznie na wszystkich głównych Central Station. Kosztuje ona 7,50 euro. Doładowujesz ją w wybranej przez siebie kwocie.  I „odbijasz się” za każdym razem, kiedy wsiadasz i wysiadasz z transportu. Czytnik pokazuje, jakie pozostało ci jeszcze saldo. Na nasze potrzeby taka karta jest wystarczającym rozwiązaniem (nie potrzebujemy na przykład spersonalizowanej). Dzięki tej karcie za naprawdę niewielkie pieniążki przejechaliśmy się malowniczą trasą tramwaju nr 2. Równie ciekawa jest również linia nr 4. Obydwie biegną przez centrum Amsterdamu i popularne kanały. Celem było dla nas dotarcie do Rijksmusuem. Akurat na Museumplein działa popularne lodowisko. Niestety tego dnia było tak przepełnione ludźmi, a kolejka do kas była tak długa, że zrezygnowaliśmy z jazdy na łyżwach. Zadowoliliśmy się paroma fotkami i ruszyliśmy dalej w kierunku Centrum, by zaraz wsiąść w tramwaj nr 10 i podjechać pod zabytkowy wiatrak Brouwerij ‚t IJ. Jakoś do tej pory nie udało nam się dotrzeć w tak odległe zakątki stolicy.  W barze można napić się lokalnego piwa 😉 Stamtąd spacerkiem poszliśmy nad kanał Entrepotdok po drugiej stronie ZOO Artis. Tak naprawdę nie potrafię wytłumaczyć właściwie, dlaczego chcieliśmy się przejść tym kanałem. Swą estetyką wcale nie przypomina Prinsengracht czy Herengracht (dwóch najbardziej popularnych). Jest o wiele bardziej przemysłowy, miejski, zaniedbany ‚holenderską niedbałością’. Ale… W każdym miejscu można odkryć coś ciekawego i godnego uwagi. Tu barki mimo, że nie pierwszej nowości miały klimat letniskowej bazy. Miejsca, gdzie można zaprosić znajomych na barbecue. Gdzie w razie potrzeby można przenocować jedną noc. A w końcu gdzie z dala od zgiełku miasta spokojnie „pożyć codziennością” w tak przyziemnym, lecz wcale nie oczywistym miejscu ( a może wydaje mi się tak z perspektywy Polki?). Co mnie urzekło jeszcze nad Entrepotdok to to, że na próżno szukać numerów domów. Zamiast standardowej numeracji domy noszą nazwy od JANUARI po DECEMBER. Od BERGEN po ZUTPHEN (może ktoś pomoże mi odkryć, gdzie znajdują się domy o nazwach holenderskich miejscowości na A? Bezskutecznie szukaliśmy Amersfoort…).

Skoro mówimy o odkrywaniu nowych miejsc w Amsterdamie wspomnę o moich ulubionych ulicach.  Są to jednocześnie najbardziej „modne” ulice Amsterdamu. Reestraat i Hartenstraat.  Reestraat ma swój początek przy kanale Prinsengracht i tak naprawdę przechodzi w tę drugą, więc w żaden sposób nie musimy zbaczać z trasy. Tu mam sprawdzone adresy na „influencerskie” kawiarnie czy second-handy vintage z markami z najwyższych półek.  Jeśli na Instagramie napotkałaś zdjęcie modnych dziewczyn z jakiejś ciasnej amsterdamskiej kawiarni to zapewne było to zdjęcie zrobione na Reestraat. To tu swoje siedziby mają Pluk czy Ree7, które proponują nam wegańskie przekąski i zdrowe soki. Miejsca, do których warto zajrzeć to The Weldaad z antykami, second-hand Bij Ons Vintage i ekskluzywny L’ étoile de Saint Honoré. Ciekawostką też będzie fakt, że Hartenstraat jest tytułową bohaterką jednej z  holenderskich komedii romantycznych (więcej przeczytasz tutaj).

Znasz jakieś miejscówki godne polecenia w Amsterdamie?

swwetmommytripamsterdam2118

swwetmommytripamsterdam1520Lodowisko na Museumplein z Rijksmuseum w tle. I oczywiście stali bywalcy w Rijksmuseum :)

swwetmommytripamsterdam1836

swwetmommytripamsterdam4651

swwetmommytripamsterdam4952Brouwerij ‚t IJ i Entrepotdok.

swwetmommytripamsterdam5354

swwetmommytripamsterdam3323swwetmommytripamsterdam19

sweetmommytripamsterdam2224Ree7 i Haartenstraat.

swwetmommytripamsterdam5657A tu już Magere Brug i coroczny Amsterdam Light Festival.

swwetmommytripamsterdam5860

 

 

ZOBACZ WIĘCEJ:

SWEETMOMMYLIFEczescwracamyrest

sweetmommylifebunschotenrest

sweetmommylifedayinamsterdampost

← Previous post

Next post →

1 Comment

  1. Super post! Szkoda, że nie było go przed naszym poniedziałkowym wypadem do Amsterdamu – może by się przydał👍😁

Odpowiedz na „LindaAnuluj pisanie odpowiedzi