Praktycznie zawsze, kiedy spędzamy czas w Polsce odwiedzamy także Wrocław. Zazwyczaj ma to związek z jakimiś sprawunkami, ale każdy pretekst jest dla nas dobry, by poświęcić choć kilka chwil na spacer po Rynku, sprawdzenie, czy na Solnym wciąż unosi się zapach kwiatów i tradycyjny zakup czerwonej róży. Niestety nie zawsze wystarcza nam czasu na wystawną kolację, kino i inne kulturalne przyjemności. Bo tak – Wrocław to miasto kultury. Kocham to miasto właśnie za to, że zawsze spotykamy tu utalentowanych ludzi. Od dłuższego już czasu ubolewałam nad faktem, że naprawdę dawno nie byliśmy na żadnej sztuce… I tym razem w trakcie naszego pobytu w Polsce postanowiliśmy wszystko nadrobić.

Po pierwsze: hotel. Zarezerwowaliśmy apartament Empire Apart w nowo wybudowanym OVO tuż przy Galerii Dominikańskiej. Czyste, schludne wnętrza, atrakcyjna cena i centrum Wrocławia. Wszystko, czego na tę jedną noc potrzebowaliśmy.

Po drugie: kolacja. Nasze rozeznanie w eleganckich restauracjach we Wrocławiu było zerowe. Znam kilka świetnych, klimatycznych miejscówek na śniadanie, lunch, kawę. Mogłabym polecić cukiernię, lodziarnię, bar mleczny itp., a nawet piekarnię we Wrocławiu. Ale kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie można by było spędzić miło czas na romantycznej kolacji z przepysznym jedzeniem. Oczywiście z pomocą przyszli inni blogerzy i Instagram. Udało mi się wyszukać parę adresów (dużo z nich okazało się stosunkowo nowymi na mapie Wrocławia). Jednak ta jedna pozycja była bezkonkurencyjna. MENU MOTTO (Hubska 54). Jest to autorska restauracja Beaty Śniechowskiej, zwyciężczyni drugiej edycji programu MasterChef. Dlaczego Menu Motto? Przede wszystkim: bo polskie jedzenie. Mieszkając w Holandii najbardziej brakuje polskiego jedzenia. Nasz każdy wyjazd do Polski jest uprzedzony listą, na którą „cieknie ślinka”. Inni zapisują, co w ojczyźnie muszą kupić lub załatwić, a my ustalamy wcześniej, co zjemy (zdarza się, że tydzień przed wyjazdem prosimy moją Mamę o upieczenie sernika albo przyrządzenie bigosu – są najlepsze na świecie, a Teściową o gołąbki). Nie bez znaczenia było też wnętrze. Nie chcieliśmy jeść w towarzystwie zamkowych aranżacji w udawanej pałacowej komnacie. Zależało nam, żeby poczuć „nowy Wrocław”. I zjeść pyszny obiad. Zamówiliśmy pierś z perliczki z puree ziemniaczano-grzybowym (do tego kapusta włoska i pieczone winogrona). Palce lizać!!! Mmm… Nawet o tak późnej porze skusiłabym się ponownie. Obawialiśmy się, że porcje będą skromne, ponieważ takie opinie znaleźliśmy w Internecie, ale było wręcz odwrotnie. Albo restauracja uczyniła pod tym względem progress albo … w sumie nie wiem, bo na pewno nie jest to kwestia mojego małego żołądka, bo takiego nie posiadam. Lubię dobrze zjeść, a jak mi smakuje to potrafię jeszcze więcej dobrze zjeść, a tego wieczora po przystawce i daniu głównym byłam już tak pełna, że nie skusił mnie nawet deser. Dopiero o północy szukaliśmy restauracji, gdzie moglibyśmy najeść się pierogami (taki kaprys). Tak na marginesie udało nam się to w Bierhalle na Rynku. Złożyliśmy jedno z ostatnich zamówień na kuchni, ale nie poszliśmy spać głodni 😉 Wracając do Menu Motto – serdecznie polecam!!!

No i wreszcie po trzecie: teatr. Nareszcie po dłuuugiej przerwie doczekaliśmy się. Początkowo mieliśmy nadzieję na naszą ulubioną sztukę w Teatrze Polskim, ale bilety rozeszły się , jak świeże bułeczki – widać nie tylko nam przypadła do gustu. Ale żadna strata. We Wrocławiu zawsze znajdzie się coś sensownego. Tym razem mieliśmy okazję uczestniczyć w rockowym przedstawieniu granym na deskach Teatru Piosenki Impart.

Po czwartre: skoro nocleg to i śniadanie. I tu polecę Wam kolejną niezawodną miejscówkę we Wrocławiu. Di Cafe Deli w Galerii Sky Tower. Miejsce tak trendy, że musieliśmy czekać na wolny stolik (i to wcale nie pierwsi i nie ostatni w kolejce). Czas ten spożytkowaliśmy na wybór. A ten wcale nie był taki prosty. Nim do naszego krwiobiegu nie dostanie się odpowiednia dawka kofeiny ciężko nam włączyć myślenie :) Na ogół śniadania jemy na słodko. Ale w tym miejscu nie było nic oczywiste. Najchętniej spróbowałabym nie jedną pozycję w menu. Zdecydowanie bardziej polecam Di Cafe Deli jak nawet urokliwe Charlotte na Dziedzińcu Świętego Antoniego, gdzie mieliśmy okazję gościć na lunchu we wrześniu.

Mam nadzieję, że przydadzą się Wam te praktyczne informacje z naszego Ukochanego Wrocławia. Koniecznie dajcie znać, gdzie jeszcze warto zajrzeć.
sweetmommylifewroclawstyczen2018153811131417

sweetmommylifewroclawovo

sweetmommylifewroclawstyczen2018161308094749

sweetmommylife165119

sweetmommylifewroclawstyczen2018171757

sweetmommylifewroclawstyczen2018172008

sweetmommylifewroclaw185037

sweetmommylifewroclaw212816

sweetmommylifewroclawstyczen2018105730

sweetmommylifewroclawstyczen2018105919

 

ZOBACZ WIĘCEJ:

sweetmommylifebunschotenrest

sweetmommylifeamsterdamweekendrest

SWEETMOMMYLIFEPARISFORFAMILYbest